W roku dwa tysiące dwudziestym szóstym elektromobilność przestała być jedynie futurystyczną ciekawostką, a stała się pełnoprawną alternatywą dla tradycyjnej motoryzacji. Wraz z rosnącą liczbą aut z wtyczką na polskich drogach, coraz więcej kierowców staje przed fundamentalnym pytaniem dotyczącym kosztów eksploatacji. W przeciwieństwie do wizyt na stacjach benzynowych, gdzie cena za litr paliwa jest z góry znana, ładowanie samochodu elektrycznego w przydomowym garażu to proces uzależniony od kilku zmiennych, takich jak pojemność baterii, zużycie energii przez sam pojazd oraz rodzaj posiadanej taryfy u Twojego dostawcy prądu.
W tym obszernym poradniku całkowicie rezygnujemy z mitów i domysłów. Skupimy się na twardych prawach fizyki i matematyce, przeprowadzając precyzyjne wyliczenia, które pozwolą Ci dokładnie oszacować, ile kosztuje przejechanie stu kilometrów oraz pełne naładowanie akumulatora we własnym domu.
Zrozumieć baterię, czyli pojemność i zużycie energii w praktyce
Aby rzetelnie obliczyć koszty ładowania, musimy najpierw zdefiniować dwa najważniejsze pojęcia ze świata elektromobilności. Pierwszym z nich jest pojemność baterii, która pełni funkcję wirtualnego baku na paliwo. Jej wielkość wyrażana jest w kilowatogodzinach. Współczesne miejskie samochody elektryczne dysponują zazwyczaj akumulatorami o pojemności od czterdziestu do pięćdziesięciu kilowatogodzin. Z kolei duże limuzyny i rodzinne pojazdy sportowo-użytkowe posiadają na pokładzie potężne baterie o pojemności rzędu siedemdziesięciu, osiemdziesięciu, a nawet stu kilowatogodzin.
Drugim kluczowym elementem jest zapotrzebowanie pojazdu na prąd. Podobnie jak auta spalinowe palą określoną liczbę litrów paliwa, tak elektryki zużywają konkretną ilość prądu na dystansie stu kilometrów. Średniej wielkości samochód osobowy przy spokojnej jeździe w cyklu mieszanym zużywa średnio od piętnastu do osiemnastu kilowatogodzin na każde przejechane sto kilometrów.
Orientacyjne wyliczenia – ile kosztuje sto kilometrów jazdy?
Przejdźmy do matematyki domowego budżetu. Wzór na koszt przejechania stu kilometrów jest niezwykle prosty: średnie zużycie energii pojazdu pomnożone przez stawkę za jedną kilowatogodzinę u Twojego dystrybutora energii.
Dla naszych wyliczeń przyjmiemy samochód o uśrednionym zapotrzebowaniu wynoszącym osiemnaście kilowatogodzin na sto kilometrów. Porównamy koszty w dwóch najpopularniejszych modelach rozliczeniowych.
Ładowanie w standardowej taryfie jednostrefowej (całodobowej)
Większość polskich gospodarstw domowych korzysta z taryfy podstawowej, w której cena prądu jest stała niezależnie od pory dnia czy nocy. Przyjmijmy średnią rynkową cenę na poziomie jednego złotego i dwudziestu groszy za każdą kilowatogodzinę.
-
Wykonujemy obliczenie: osiemnaście kilowatogodzin pomnożone przez jeden złoty i dwadzieścia groszy.
-
Wynik tego równania to dokładnie dwadzieścia jeden złotych i sześćdziesiąt groszy.
-
Wniosek: Przejechanie stu kilometrów przy użyciu standardowego gniazdka w taryfie dziennej kosztuje niespełna dwadzieścia dwa złote, co jest odpowiednikiem spalenia zaledwie trzech litrów benzyny.
Magia taryfy nocnej, czyli model dwustrefowy
Posiadacze samochodów elektrycznych niemal zawsze decydują się na zmianę taryfy na dwustrefową lub weekendową. W tym modelu prąd w godzinach nocnych oraz w weekendy jest znacznie tańszy. Do naszych obliczeń przyjmiemy stawkę nocną wynoszącą zaledwie osiemdziesiąt groszy za kilowatogodzinę.
-
Ponownie wykonujemy działanie: osiemnaście kilowatogodzin pomnożone przez osiemdziesiąt groszy.
-
Wynik to zaledwie czternaście złotych i czterdzieści groszy.
-
Wniosek: Planowanie ładowania wyłącznie na godziny nocne potrafi obniżyć koszt przejechania stu kilometrów do zaledwie czternastu złotych. Jest to absolutnie bezkonkurencyjny wynik, niemożliwy do osiągnięcia w żadnym pojeździe spalinowym ani hybrydowym.
Koszt naładowania baterii od zera do pełna
Wielu kierowców zastanawia się również, jak duży skok na comiesięcznej fakturze za prąd wywoła jedno, całkowite naładowanie auta. Sprawdźmy to na konkretnym przykładzie.
Załóżmy, że posiadasz nowoczesne auto z baterią o pojemności sześćdziesięciu kilowatogodzin i podłączasz je do domowej sieci, gdy wskaźnik pokazuje absolutne zero (co w praktyce zdarza się niezwykle rzadko, ale jest doskonałe do obliczeń).
-
W taryfie jednostrefowej: sześćdziesiąt kilowatogodzin pomnożone przez jeden złoty i dwadzieścia groszy daje nam całkowity koszt w wysokości siedemdziesięciu dwóch złotych.
-
W taryfie nocnej: sześćdziesiąt kilowatogodzin pomnożone przez osiemdziesiąt groszy oznacza wydatek równy czterdziestu ośmiu złotym.
Pełne naładowanie baterii, które zapewni zasięg rzędu trzystu pięćdziesięciu kilometrów, zamknie się zatem w kwocie od niespełna pięćdziesięciu do nieco ponad siedemdziesięciu złotych. Z perspektywy stacji benzynowej, gdzie tankowanie do pełna kosztuje zazwyczaj powyżej trzystu złotych, oszczędność w domowym budżecie w skali miesiąca jest gigantyczna.
Ukryte straty i wybór odpowiedniej ładowarki
Aby nasze wyliczenia były w stu procentach rzetelne i zgodne z prawami fizyki, musimy wziąć pod uwagę zjawisko strat podczas samego procesu ładowania. Samochód elektryczny nie potrafi przyjąć prądu zmiennego płynącego prosto z gniazdka. Zanim prąd trafi do ogniw, musi zostać przetworzony na prąd stały przez wewnętrzną ładowarkę pokładową pojazdu.
Ten proces konwersji, a także opór przewodów cieplnych, wiążą się ze stratami energii na poziomie od dziesięciu do piętnastu procent. Oznacza to, że aby wpompować do baterii sześćdziesiąt kilowatogodzin, licznik w Twoim domu naliczy w rzeczywistości około sześćdziesięciu sześciu kilowatogodzin. Zjawisko to należy zawsze brać pod uwagę przy ostatecznym szacowaniu budżetu.
Warto również wspomnieć o samym sprzęcie ładującym. Używanie zwykłego gniazdka o napięciu dwustu trzydziestu woltów, tak zwanego gniazdka z bolcem, jest procesem powolnym i charakteryzuje się największymi stratami termicznymi. Najbardziej opłacalną i bezpieczną inwestycją jest montaż przydomowej stacji ładującej typu wallbox, zasilanej prądem trójfazowym o mocy na przykład jedenastu kilowatów. Skraca to czas ładowania z kilkunastu godzin do zaledwie kilku, jednocześnie minimalizując niepożądane straty energii.
Fotowoltaika a samochód elektryczny – tandem idealny
Cała nasza dotychczasowa matematyka ulega całkowitej zmianie, jeśli połączymy zakup pojazdu elektrycznego z własną mikroinstalacją fotowoltaiczną.
Jeśli posiadasz na dachu odpowiednią liczbę paneli słonecznych i ładujesz samochód w godzinach okołopołudniowych lub korzystasz z systemu inteligentnego zarządzania domem, aby kierować nadwyżki produkcji prosto do akumulatora pojazdu, koszt przejechania stu kilometrów spada drastycznie. Przy maksymalizacji poziomu autokonsumpcji wytworzonej energii, ładowanie auta odbywa się w zasadzie całkowicie za darmo. Samochód elektryczny staje się w ten sposób swego rodzaju magazynem energii na kołach, który chroni Cię przed sprzedawaniem prądu do sieci po niekorzystnych cenach rynkowych.
Podsumowanie: Czy elektryk się opłaca?
Biorąc pod uwagę wszystkie przedstawione wyliczenia, odpowiedź na pytanie o koszty ładowania jest jednoznaczna. Uzupełnianie energii w domowym zaciszu to najtańsza, najbardziej opłacalna i najwygodniejsza metoda eksploatacji pojazdów zeroemisyjnych.
Koszt przejechania stu kilometrów, oscylujący w granicach od czternastu do dwudziestu kilku złotych, sprawia, że w porównaniu z klasycznymi pojazdami benzynowymi lub z silnikiem Diesla, domowy budżet zyskuje ogromną ulgę. Dodanie do tego równania odpowiednio dopasowanej taryfy nocnej oraz instalacji słonecznej sprawia, że samochód elektryczny przestaje być tylko ekologicznym wyborem, a staje się jedną z najbardziej rentownych inwestycji w niezależność finansową każdej rodziny.












0 komentarzy